- enjoyGrowth!
- Posts
- 🚀 Nie każdy musi być Twoim klientem. O sensie w biznesie na przykładzie „idę w LAS”
🚀 Nie każdy musi być Twoim klientem. O sensie w biznesie na przykładzie „idę w LAS”
Jak sens staje się systemem decyzji — od produktu, przez e-commerce, po komunikację
Cześć! Z tej strony Patrycja 👋
To wydanie jest dostępne wyłącznie dla płatnych subskrybentów 🔒
Jeśli prowadzisz firmę albo odpowiadasz za marketing – jesteś w dobrym miejscu.
Co poniedziałek dzielę się tu tym, co naprawdę pomaga rozwijać biznes – na bazie doświadczeń, danych i sprawdzonych obserwacji z rynku.
Dziękuję, że tu jesteś – to dla mnie naprawdę ważne.
Coraz częściej w rozmowach z przedsiębiorcami i zespołami marketingowymi wraca do mnie to samo pytanie: jak rozwijać biznes, nie tracąc sensu po drodze. Nie jak skalować szybciej, nie jak „dowozić wzrost”, ale jak budować firmę, która pozostaje spójna z wartościami, produktem i ludźmi, którzy za nią stoją.
Do tej refleksji wróciłam w okresie świątecznym dzięki Julce, która zwróciła moją uwagę na markę idę w LAS. Im bardziej zaczęłam ją zgłębiać, tym wyraźniej widziałam, że to nie jest „kolejna ciekawa marka”. To bardzo spójny przykład biznesu, w którym sens realnie organizuje decyzje, również te trudne i kosztowne.
To nie jest spektakularnie duża marka, innowacyjna technologicznie czy agresywna sprzedażowo. Wręcz przeciwnie. To marka, która w wielu miejscach działa pod prąd dominujących dziś zasad skalowania: stawia na ograniczenia zamiast maksymalizacji, na filtr zamiast lejka, na relację zamiast wolumenu.
Ten materiał jest dla Ciebie, jeśli:
prowadzisz firmę i czujesz napięcie między wzrostem a spójnością,
odpowiadasz za marketing i widzisz, że „więcej” nie zawsze znaczy „lepiej”,
albo po prostu szukasz przykładów biznesów, które rosną bez utraty sensu.
W dalszej części pokażę:
jak sens może stać się systemem decyzji, a nie hasłem,
jak materializuje się w e-commerce i zaczyna działać jak filtr klientów,
oraz dlaczego komunikacja tej marki jest konsekwencją stylu życia, a nie planu mediowego.
To nie będzie analiza „jak urosnąć szybciej”. To będzie analiza jak rosnąć, nie gubiąc sensu i co się dzieje, gdy naprawdę potraktujemy to pytanie serio.
Przez lata kategoria outdoorowa budowała swoją narrację wokół ekstremów: technologii, syntetycznych materiałów, membran, parametrów i gotowości na warunki, z którymi większość użytkowników nigdy realnie się nie mierzy. Nawet krótkie wyjście do lasu czy spacer po górach bywał komunikacyjnie opakowany jak wyprawa wysokogórska.
Dziś coraz wyraźniej widać zmianę. Outdoor zaczyna wracać do codzienności: do komfortu, swobody ruchu, naturalnych materiałów i użytkowania „tu i teraz”, a nie pod ekstremalne scenariusze. Las przestaje być areną wyczynu, a coraz częściej staje się przestrzenią regeneracji, ruchu, bycia bliżej natury.
Właśnie w tym kontekście pojawia się idę w LAS — marka, która od początku lokuje się bliżej realnego użytkowania niż aspiracyjnej narracji outdoorowej.
Za marką stoi Konrad Nycz, związany z Bielskiem-Białą, harcerstwem i życiem blisko lasu. „Idę w LAS” powstało w czasie pandemii, ale jego źródła sięgają znacznie wcześniej: do rodzinnej pracowni krawieckiej, wieloletniego doświadczenia w szyciu oraz osobistych potrzeb związanych z biwakami, wędrówkami i codziennym funkcjonowaniem w terenie. Zobacz krótki filmik 👇️
Jak mówi sam założyciel:
„Pomysł narodził się z potrzeby. Pochodzę z Bielska-Białej, razem z żoną jesteśmy instruktorami harcerskimi. Potrzebowaliśmy wykonanych z naturalnych materiałów ubrań do wypraw po beskidzkich lasach.”
To ważne, bo ustawia punkt wyjścia marki: nie rynek, nie trend i nie luka sprzedażowa, ale bardzo konkretne, własne doświadczenie użytkowe. Najpierw powstawały ubrania „dla siebie”, testowane w realnych warunkach. Dopiero później pojawiła się decyzja, by pokazać je szerszemu gronu.
„Idę w LAS” od początku pozycjonuje się jako marka dla ludzi, którzy spędzają czas w naturze — niekoniecznie ekstremalnie, ale regularnie i świadomie. Dla tych, którzy nie chcą ubierać się „jak na Mount Everest”, idąc na Kozią Górę.
„Ludzie zaczynają zdawać sobie sprawę, że idąc na Kozią Górę, nie trzeba być ubranym jak na wyprawę na Mount Everest, tylko można założyć ubranie wygodniejsze, dające dużo więcej swobody, a doskonale nas chroniące.”
Ten sposób myślenia bardzo precyzyjnie definiuje zarówno kategorię, jak i grupę docelową marki. To nie jest outdoor wyczynowy ani modowy. To outdoor codzienny — oparty na naturalnych materiałach, funkcjonalności i trwałości, ale bez technologicznej przesady.
Dziś marka działa jako rodzinna pracownia krawiecka, szyjąca ubrania premium na miarę, z naturalnych materiałów, z czasem realizacji liczonym w tygodniach, a nie dniach. Po kilku latach obecności na rynku „idę w LAS” zaczyna być coraz bardziej rozpoznawalne również poza Polską, ale wciąż pozostaje osadzone w swoim pierwotnym kontekście: lasu, rzemiosła i realnego użytkowania.
Ta geneza jest punktem odniesienia dla wszystkiego, co dzieje się dalej. Bez niej kolejne decyzje marki mogłyby wyglądać jak przypadkowe. Z nią układają się w spójny system. W kolejnej części rozkładam go na czynniki pierwsze.
Biznes oparty na maksymalizacji sensu (a nie popytu)
Na tym etapie warto zatrzymać się i nazwać to wprost: idę w LAS nie jest biznesem zbudowanym wokół maksymalizacji popytu. To biznes zbudowany wokół maksymalizacji sensu: sensu produktu, relacji i samego prowadzenia firmy.
To fundamentalna różnica, bo większość marek, szczególnie w e-commerce zaczyna od innego pytania: jak sprzedać więcej, szybciej i łatwiej. Tutaj punkt wyjścia jest odwrotny: jak robić rzeczy w sposób spójny z tym, w co wierzymy, nawet jeśli oznacza to wolniejszy wzrost.
Najlepiej widać to w jednym, bardzo rzadkim dziś zdaniu, które pada z ust właściciela:
„Od początku założyłem sobie, że nie chcę, by ‘każdy’ był moim klientem.”
Z perspektywy klasycznego myślenia o skalowaniu to brzmi niemal jak herezja. W świecie lejków sprzedażowych, optymalizacji konwersji i obniżania barier wejścia, większość firm robi wszystko, by każdy mógł zostać klientem. „Idę w LAS” robi dokładnie odwrotnie, oni budują próg wejścia.
I nie jest to efekt braku kompetencji marketingowych ani niechęci do sprzedaży. To świadomy wybór strategiczny.
Filtr zamiast lejka
Marka nie upraszcza nadmiernie procesu zakupowego. Długie opisy, rozbudowane wyjaśnienia, możliwość konfiguracji, jasne komunikaty o czasie oczekiwania, brak presji „kup teraz” — wszystko to działa jak filtr. Klient musi poświęcić uwagę, czas i energię, by zrozumieć, co kupuje.
Właściciel mówi wprost, że trzeba „przedrzeć się” przez stronę i filozofię marki. I właśnie o to chodzi. Ten wysiłek nie jest błędem w UX. Jest mechanizmem selekcji.
Efekt? Po drugiej stronie procesu zakupowego nie stoi przypadkowy klient, tylko ktoś, kto:
rozumie, że produkt powstaje na miarę,
akceptuje czas i sposób realizacji,
podziela sposób myślenia o jakości i trwałości,
świadomie wybiera ten, a nie inny model konsumpcji.
To radykalnie zmienia dynamikę relacji. Sprzedaż przestaje być jednorazowym aktem, a zaczyna być wejściem w długoterminową relację.
Sens zamiast wolumenu
W tym modelu nie chodzi o to, żeby sprzedać jak najwięcej. Chodzi o to, żeby sprzedać właściwym osobom, we właściwy sposób. To dlatego właściciel otwarcie mówi, że taka strategia szczególnie na początku była trudna.
Mały biznes, który świadomie rezygnuje z części popytu, bierze na siebie realne ryzyko. Nie ma tu efektu skali, nie ma „łatwych” wzrostów. Jest za to coś innego: spójność pomiędzy wartościami, produktem i relacją z klientem.
Po kilku latach widać jednak, że ta konsekwencja zaczyna pracować. Klienci wracają. Polecają markę dalej. Kontakt nie kończy się na płatności. Sens rozumiany jako zgodność pomiędzy tym, co marka obiecuje, a tym, jak działa — zaczyna generować zaufanie, a zaufanie przekłada się na stabilność.
Ideowość jako decyzja biznesowa
To, co szczególnie istotne z perspektywy strategicznej, to fakt, że ideowość w tym przypadku nie jest przeciwieństwem biznesu. Jest jego fundamentem. „Idę w LAS” pokazuje, że można prowadzić firmę nie w logice maksymalizacji zysku tu i teraz, ale w logice długiego horyzontu: jakości, relacji i sensu.
To nie jest model dla każdego. I paradoksalnie właśnie dlatego działa. Bo jasno określone granice sprawiają, że marka nie musi udawać kogoś, kim nie jest. Nie musi gonić trendów ani dostosowywać się do oczekiwań, które są sprzeczne z jej DNA.
W tym sensie „idę w LAS” jest bardzo ciekawym przykładem biznesu, który nie pyta: jak rosnąć szybciej, tylko: jak rosnąć, nie tracąc sensu.
A to pytanie zwłaszcza dziś może być znacznie ważniejsze, niż się wydaje.
W kolejnej części pokażę Ci, jak ta ideowość przestaje być deklaracją, a zaczyna materializować się w bardzo konkretnych decyzjach e-commerce — od struktury sklepu po sposób filtrowania klientów. Pozostała treść jest dostępna dla płatnych subskrybentów 🔒️

Dołącz do grona płatnych subskrybentów,
aby mieć dostęp do pozostałej części tekstu. Na dobry początek dostajesz 30 dni za darmo!
Already a paying subscriber? Sign In.
Płatny dostęp to:
- • 📊 Pełny dostęp do poniedziałkowych analiz (strategia, marketing, procesy).
- • 📰 Czwartkowe prasówki z moimi komentarzami.
- • 💬 Grupa na Telegramie – networking i wymiana doświadczeń.
- • 👥 Cykliczne spotkania społeczności online i offline.
- • 📂 Archiwum wszystkich treści + konkretne wskazówki do wdrożenia.
Reply